Są takie osoby...

Rekomendacje » Są takie osoby...

... które raz poznane już zawsze będą przez nas pamiętane.

 

Kiedy zaszłam w ciążę, chciałam, aby poród był rodzinny, intymny, wyłącznie nasz, ale od samego początku wiedzieliśmy,
że mąż nie będzie w nim uczestniczył.

I wtedy zaczęłam się zastanawiać kto mógłby mi towarzyszyć w tak ważnym, ale bardzo intymnym wydarzeniu. Może wynajęta położna? Może ktoś z rodziny? Może... i wtedy na „horyzoncie” pojawiła się Joasia. Wcześniej pojęcie Douli było mi obce. Pamiętam pierwszy telefon do Niej. Byłam mile zaskoczona Jej spokojną, opanowaną postawą, pełnym zrozumieniem moich lęków (przecież miał to być mój pierwszy poród!) i obaw o przebieg porodu, o bezpieczeństwo dziecka, o moją godność – poczułam, że chyba znalazłam osobę, z którą chcę „ rodzić ”. Poza uczestnictwem w warsztatach szkoły rodzenia prowadzonych przez Joasię (w tych spotkaniach braliśmy udział z mężem) spotykaliśmy się z Nią na neutralnym gruncie. Nasze randez-vous służyły wzajemnemu poznaniu się, precyzowaliśmy swoje oczekiwania, Joasia przybliżała nam szczegółowo przebieg porodu i wspólnie dopracowaliśmy „scenariusz” tego ważnego wydarzenia. W dniu porodu, gdy zaczęły się bóle, Joasia przyjechała bardzo szybko, cierpliwie czekała ze mną aż częstotliwość skurczów będzie odpowiednia, a potem razem pojechałyśmy na porodówkę. Jako osoba znająca szpitalne realia i personel, bardzo pomogła wszystko zorganizować na miejscu. Na sali porodowej Joasia wykazał się opanowaniem, troską, oddaniem i zrozumieniem, a przede wszystkim pełnym profesjonalizmem. Cierpliwie przypominała o prawidłowym oddychaniu, pilnowała, żebym piła wodę, masowała, podpowiadała wygodne, mniej bolesne pozycje. Co najważniejsze, w momentach krytycznych – niestety mój poród zakończył się poprzez cesarskie cięcie – potrafiła rozpoznać komplikacje i wezwać położną szpitalną. To Joasia zapewniła mi poczucie bezpieczeństwa, o które najbardziej mi chodziło. Dodam, że kilka dni po porodzie, jak już trochę doszłam do siebie, położna szpitalna, która asystowała podczas porodu, przyszła do mnie specjalnie, żeby powiedzieć, że Joasia super współpracowała z personelem. Po porodzie Joasia odwiedziła nas kilka razy, zarówno w szpitalu jak i w domu. Cierpliwie odpowiadała na pytania dotyczące pielęgnacji naszego Maleństwa, których wraz z pojawieniem się Szymka było mnóstwo. Pokazywała już na Szymku, nie jak dotychczas na lalce, jak przebierać, przewijać maluszka. Uczestniczyła też w pierwszej domowej kąpieli synka. Pomoc udzielona nam przez Joasię okazała się bezcenna i nigdy o tym nie zapomnimy, a Ona sama pozostanie naszym Dobrym Duchem, bo jak stwierdził Henri Frederic Amiel: 

„ Uczynić kogoś szczęśliwym – to jakby jego życie pomnożyć i pogłębić”, a tak się dzięki Niej stało.

Jeśli zdecydujemy się na kolejne dziecko, to na pewno ponownie poprosimy Joasię, by nas wspierała.

Izabela Ruchniak